Przepis na naukę greckiego (wpis gościnny Danki)

maszyna_do_pisania_greckie_litery

Tym wpisem rozpoczynam cykl artykułów związanych z nauką języka greckiego. Zamierzam zaprosić osoby, które uczą się języka greckiego, aby opowiedziały moim czytelnikom swoją historię oraz przekazały rady i wskazówki, jak się uczyć. Wiem, że najlepiej wypracować sobie własny sposób nauki, ale warto też czasami posłuchać wskazówek innych i zainspirować się.

Jako pierwszego gościa zaprosiłam Dankę z bloga Po grecku, która prowadzi chyba najstarszego bloga o języku greckim. Znajdziecie tam mnóstwo materiałów, pomysłów i pomocy do nauki. Danka jest też aktywna na mojej grupie na Facebooku i chętnie pomaga innym uczącym się. Zapraszam do przeczytania jej wpisu.   

Dlaczego uczysz się języka greckiego?

Przez jakiś czas mieszkałam w Grecji, gdzie nauczyłam się podstawowych zwrotów. Po powrocie do Polski postanowiłam kontynuować naukę. Trochę miałam nadzieję na powrót do Ellady w przyszłości, trochę było mi szkoda zaprzepaścić, zapomnieć już nabytych umiejętności. Spodobał mi się ten język, jego brzmienie i chciałam mieć z nim nadal kontakt. No i nie ukrywajmy, to dość „egzotyczne” hobby, jeśli uda się wykorzystać znajomość języka, mając za świadków ludzi, którzy nie mają o nim pojęcia (i nie słyszą, że tak naprawdę mocno kaleczysz), to wzbudzasz niemały podziw otoczenia 🙂

Z jakich materiałów korzystasz?

Z Grecji przywiozłam sobie podręcznik do gramatyki dla uczniów greckiej podstawówki, który okazał się zbyt trudny do samodzielnej nauki. Polski rynek wydawniczy miał wtedy słabą ofertę, a i dziś jest chyba niewiele lepiej: www.bookcity.pl/grecki.

Przekopałam internet wzdłuż i wszerz i próbowałam wszystkiego, co udało mi się znaleźć. Tłumaczyłam też sobie ukochane greckie piosenki.

Dziś moja nauka przebiega dwutorowo. Po pierwsze obiecałam sobie „przerobić” do końca wszystkie napoczęte źródła. Po drugie, korzystam z „żywych” – jak to nazywam – materiałów: przesłuchuję podcasty, audiobooki, czytam książki, próbuję znaleźć czas na seriale.

Istnieje zatrzęsienie materiałów w języku angielskim. Nie bójcie się go (chyba że nigdy nie mieliście z nim do czynienia). Kursy angielsko-greckie nie są takie straszne, na jakie wyglądają.

Na moim blogu opisuję wszystko dokładnie, wrzucam linki do ciekawych stron, właściwie dzielę się wszystkim, z czym spotykam się w procesie nauki. Jeśli nie macie ochoty czytać całości moich wypocin, pod etykietą „przydatne linki” możecie znaleźć to, co znalazłam w internecie, a może się przydać do nauki.

Jak wygląda u Ciebie kwestia motywacji?

Ponieważ mieszkam w Anglii, jestem zmuszona do nauki angielskiego (co ciekawe, więcej greckiego nauczyłam się w 1,5 roku w Grecji niż angielskiego przez pięć lat w Anglii), więc swój czas muszę dzielić na dwa języki. Kiedy jestem zmęczona, przeładowana greckim, po prostu odpuszczam. Zostawiam to i zajmuję się czymś innym. Za jakiś czas samo do mnie wróci. Pojawi się jakiś post na Facebooku, który chcę zrozumieć, spotkam na ulicy Greka i porozmawiam z nim krótko, znajdę jakiś zapomniany plik w komputerze, który wzbudzi chęci, by się nim zająć…

Prędzej, czy później wydarzy się coś, co spowoduje mój powrót na właściwe tory.

Jakie masz rady i wskazówki dla osób uczących się greckiego?

1. Zacznij od alfabetu.

Poznanie kolejności występowania greckich liter ułatwi Ci pracę ze słownikiem. A kiedy nauczysz się rozszyfrowywać te dziwne „robaczki”, nie będziesz musiał/a więcej pytać: „A jak to się wymawia?” Naprawdę, z całego serca radzę zapomnieć o łacińskim alfabecie. Jaki jest sens uczyć się wszystkiego dwa razy (najpierw jak się mówi, potem jak to napisać)?

2. Podręcznik lub kurs nie ma większego znaczenia.

Mówię tu o samodzielnej nauce. Nie istnieje wydawnictwo, które nauczy Cię greckiego od A do Z w całości. To, co wspaniale sprawdza się u mnie, dla Ciebie może być kompletnym niewypałem, bo inaczej przyswajasz wiedzę, lubisz się uczyć w inny sposób. Wybierz jeden z dostępnych na rynku, wyciągnij z niego jak najwięcej się da, potem i tak sukcesywnie będziesz powiększać swoją bazę źródeł, a każde poznane słówko czy zwrot będzie prowadzić do następnego i będzie poszerzać twoje możliwości.

3. Nie ma jednej, uniwersalnej metody nauki, która gwarantuje sukces.

Dobra metoda, to ta, która działa w Twoim przypadku. Nie wiesz, czy jakaś wyczytana w internecie jest dobra dla Ciebie? Sprawdź, wypróbuj! W najgorszym wypadku będziesz wiedział, że to nie dla ciebie (a to też cenna wiedza). I pamiętaj, że wszystko płynie – jak mawia klasyk. Zmieniają się okoliczności, Ty się zmieniasz, więc zmienić się mogą Twoje metody. Nic w tym złego! Dlatego wybieraj, sprawdzaj, miksuj, zmieniaj, kombinuj, aż znajdziesz taką metodę, która Ci pasuje.

4. Nie czekaj, działaj!

Lepszy moment na naukę nie nadejdzie. Pięć minut spędzonych na nauce jest lepsze, niż nic. Jedno słówko to więcej, niż zero. Nie czekaj na wolną godzinę, na najlepszy czas, czy na cokolwiek innego. Po prostu zacznij.

5. Otaczaj się językiem, kiedy tylko możesz.

Słuchaj, czytaj, pisz i mów od samego początku nauki. Na miarę swoich możliwości. Jeśli książka to dla Ciebie zbyt duże wyzwanie, to przeczytaj nagłówek w internecie. Napisz własnoręcznie nazwy sprzętów domowych i oklej je samoprzylepnymi karteczkami. Umiesz powiedzieć tylko καλημέρα? Przywitaj się z mężem, kotem, misiem swoim odbiciem w lustrze, nawet z własną piżamą! Nie ma ograniczeń. Nie pozwól, żeby odstraszały Cię te przerażające litery (a wiem, że potrafią). Nie pozwól, by głos wiązł Ci w gardle, na myśl, że masz wypowiedzieć, te dziwne słowa. Możesz śpiewać καλημέρα, καλημέρα zamiast „karuzela, karuzela”. W ogóle możesz słuchać i śpiewać greckie piosenki 🙂

6. Nie unikaj oldschoolowych metod.

Nowoczesne technologie są fajne, dają nam możliwości, o których kilkanaście lat temu nawet nam się nie śniło. Jednak korzystanie z papieru i długopisu też przynosi wiele korzyści. Musisz poświęcić więcej uwagi i wysiłku, by zapisać ręcznie poznane słówko niż wtedy kiedy używasz opcji „kopiuj-wklej”. Jak myślisz, w którym przypadku lepiej to słówko zapamiętasz?

7. Pamiętaj o powtórkach.

Nie ma innej opcji, jednorazowe spotkanie z danym zwrotem raczej nie spowoduje, że będziesz to już umieć. Nauka języka to nic innego jak wielokrotne powtarzanie zasłyszanych, przeczytanych treści.

A kiedy masz dość, kiedy czujesz, że mózg Ci się lasuje – odpuść. Mózg jest jak mięsień. Można go wytrenować, ale można też przesadzić z treningiem. On też potrzebuje regeneracji.

To tyle od Danki. Mam nadzieję, że wykorzystasz jej rady (o ile już z nich nie korzystasz). Jakie Ty masz sposoby na naukę języka greckiego? Podziel się nimi w komentarzu i zainspiruj innych!

  • Piotr Dadela

    Super artykuł! Zgadzam się ze wszystkim chyba. Ja mam ten problem że muszę po prostu zacząć! Nie czekać na nic tylko zacząć.
    Mam jeszcze pytanie – jak autorka segreguje (lub w ogóle nie segreguje?) nowe słówka? Bo najczęściej gdy się człowiek uczy mogą być one najróżniejsze i czasami chaotyczne. Ja lubie wszystko segregować tematycznie, ale nie zawsze mi się to udaje i jak mam taki problem z którym nie wiem co zrobić to siada mi motywacja. Czy najlepiej wypisywać wszystkie słówka po kolei i nie przejmować się niczym? Proszę o jakąś porade 😉

    • Ja osobiście najłatwiej się uczę, gdy segreguję słówka w obrębie jednego tematu. Wtedy mogę sobie skojarzyć jedno z drugim i jakoś tak samo wchodzi do głowy. Ale np. jeśli danego słówka nie mogę przyporządkować do żadnej kategorii, to wtedy uczę się jakiegoś zdania z tym słowem i zapisuję zupełnie osobno w kategorii “Bez kategorii” 🙂 Przynajmniej tworzę do nich jakiś kontekst, żeby łatwiej zapamiętać.

    • qqwaya

      Dziękuję Ci serdecznie, Piotrze za to pytanie. Właściwie większa część mojego bloga, to moja opowieść o tym, jak sobie radzę z różnymi aspektami nauki. Czego próbuję, co się sprawdza, co – i dlaczego – zmieniam. I często, publikując takie przemyślenia, zastanawiam się: Czy jest sens o tym pisać? Kogo właściwie interesuje mój zeszyt do greckiego? A teraz, dzięki Twojemu pytaniu widzę, że to jednak ma sens, że inni też się zastanawiają nad różnymi rzeczami.
      Na Twoje pytanie nie ma jedynej i słusznej odpowiedzi. Tak jak napisałam w artykule: “wybieraj, sprawdzaj, miksuj, zmieniaj, kombinuj”. Nie wiem, co, dokładnie masz na myśli pisząc “nie zawsze mi się to udaje”. Masz na myśli słówka, które wydają się nie pasować do żadnej kategorii? Tu skorzystałabym z tego, co pisze poniżej Żaneta: Stwórz kategorię “no name” czy “bez kategorii”, “niewiadomoco” (lubię głupie nazwy:)). A może bardziej chodzi o to, że dane słówko pasuje do kilku z nich? Wtedy mozna zapisać je w obu np. “czasowniki”, “podróże”. Niby podwójna robota, ale przy okazji lepsze utrwalenie. Możesz też pisać wszystko ciągiem a kategorie oznaczać kolorami lub symbolami na marginesie.
      Ja zaczynałam od dzielenia słówek na różne kategorie i miałam podobne problemy do Twoich. Nie mówiąc już o tym, że denerwowały mnie sytuacje, kiedy konczyło mi się miejsce w zeszycie wydzielone na jedną kategorię, podczas gdy w drugiej było tego niewiele. W tej chwili nawet nie prowadzę osobnych zeszytów do angielskiego i greckiego, wszystko jest w jednym:). Proces zachodził mniej więcej tak:
      http://pogrecku.blogspot.co.uk/2013/12/notuje.html
      http://pogrecku.blogspot.co.uk/2014/02/powtarzam.html

      http://pogrecku.blogspot.co.uk/2014/03/zeszyt-do-jezykow.html

      Mam nadzieję, że cokolwiek Ci podpowiedziałam. Przyznam się, że zainspirowałeś mnie do dłuższego wpisu na ten temat, choć znając częstotliwość publikowania moich postó, trzeba będzie na niego trochę poczekać.
      Pozdrawiam, Danka.

      • Piotr Dadela

        Hmm… bardzo to wszystko ciekawe! Na razie wykombinowałem, że będę miał jeden zeszyt do wpisywania wszystkiego (ale tylko z języka greckiego… na razie :P) a po jakimś czasie będę wpisywał co jakiś czas słówka do poszczególnych kategorii, gdy się uzbiera. Czyli jeden zeszyt na brudno, gdzie się nie przejmuje niczym, a drugi na czysto po zastanowieniu. Rzeczywiście, miałem oba z wymienionych problemów: niektóre słówka nie pasowały do żadnej kategorii, natomiast inne do kilku. Teraz to się mam nadzieję rozwiąże, tak czy inaczej, zobaczę przynajmniej jak to działa.

        Dziękuję ślicznie i Tobie i Żanecie za porady 😉

        • qqwaya

          No i super, to też jest rozwiązanie! Takie przepisywanie i porządkowanie notatek to świetna powtórka! Chociaż z drugiej strony strasznie to upierdliwe i – przynajmniej mnie – strasznie ciężko się za to zabrać. Niemniej z doświadczenia wiem, że czasem właśnie trzeba przestać biec, chwytać, zbierać wszystko, ‘łykać jak pelikan” a zamiast tego zatrzymać się, skupić, przeanalizować wiedzę, uporządkować ją.
          Powodzenia życzę!